Wywiad z podróżnikiem Samuelem Kempskim

„Wszystko zaczęło się od Norwegii z tamtych lat…”

wywiad z podróżnikiem Samuelem Kempskim

wfdf

8 stycznia nasza szkoła gościła podróżnika, Samuela Kempskiego. Uraczył on uczniów gimnazjum i nauczycieli niezwykłą lekcją, której motywem przewodnim były Izrael 

i Palestyna. Udzielił także wywiadu dla „Szkolnej Gorączki”.

Szkolna Gorączka: Ile miał Pan lat, kiedy zaczął marzyć o podróżach?

Samuel Kempski: Ogólnie, to od dziecka lubiłem podróżować. Z grupą „Trzask” jestem już związany około 7 lat. Z początku jeździłem jako turysta. Miałem swoją pracę, a jeździłem na wakacje. Ale już tak około 3-4 lat temu moi koledzy powiedzieli mi: „Może zacząłbyś jeździć po szkołach?” I pojechałem na kilka pierwszych wyjazdów do szkół. No, spodobało mi się. Potem całkowicie wszedłem w grupę „Trzask” 

i dzisiaj jestem tu jako członek tej grupy. Ale pasja do podróży zrodziła się już we wczesnym dzieciństwie. 

SG: Gdzie odbył Pan swoją pierwszą, wielką podróż?

S.K.: Swoją pierwszą podróż odbyłem jak miałem, chyba, około 9 lat. Pojechałem z rodzicami na 4 tygodnie do Norwegii. Ogólnie ze znajomymi jeździliśmy, bo była to taka dość duża wycieczka, no i… To mogę nazwać taką pierwszą podróżą. I gdzieś tak po 20 latach wróciłem do Norwegii i zwiedziłem całą Skandynawię. Zatem wszystko zaczęło się od Norwegii z tamtych lat.

SG: Czy dużo kosztuje taka wyprawa jak ta, o której opowiadał Pan uczniom?

S.K.: Nasza kwota wycieczki do Izraela wyniosła chyba 7,5 tysiąca na osobę. Głównie chodzi o to, że trze- ba liczyć wynajem samochodu, a na jedzeniu oszczędziliśmy, bo wzięliśmy je z Polski. Tak kombinując, rzeczywiście możemy zmniejszyć koszty.

SG: Zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy ceni swoją prywatność. Jednak my słyniemy z tego, że lubimy pytać naszych rozmówców o ich życie osobiste. A zatem, czy ma Pan żonę i dzieci?

S.K.: Nie, żony nie mam. Dzieci też jeszcze nie mam. Chociaż nie wiem, czy za niedługo to się nie zmieni (uśmiech). Ale na razie, jakby to powiedzieć, jestem wolnym ptakiem, który swobodnie podróżuje po świecie.

SG: A dokąd zabra

S.K.: Na pewno chciałbym im pokazać Afrykę, bo lubię Afrykę. A na przykład wiem, że ekipa, z którą niedługo będę podróżował, to bardziej lubi Hisz- panię i tego typu rzeczy.

SG: Jakie jest Pana życiowe motto, jeśli w ogóle je Pan ma?

S.K.: Bardzo często powtarzam taki dziwny tekst „ważne, żeby dzieci były zdrowe, we wszystkim.” (śmiech). Takie motto to… Chociaż, gdy człowiek jest dorosły, to wszystko się zmienia. Ja na przykład lubiłem kiedyś prędkość, szybką jazdę samochodem 

i mówiłem zawsze „prędkość nigdy nie zabija, tylko nagłe zatrzymanie pozbawia ludzi życia”. Ale, jak mówię, człowiek dorasta i stwierdza, że to nie jest w życiu ważne. 

Ale myślę, że takie moje najważniejsze motto na dzisiaj, to „pojechać do jakiegoś kraju, zrozumieć tych ludzi i nie przekreślać tego kraju, jeżeli wcześniej się tam nie było”. Po prostu ja polecam: na własnej skórze się przekonać, a nie słuchać o nim z telewizji czy z radia.

SG: A co mógłby Pan poradzić początkującym podróżnikom?

S.K.: Myślę, że najważniejsze jest to, że jak tylko macie marzenia, to je spełniajcie. Jeżeli chodzi 
o wyjazdy, jako młodzi ludzie, to wiemy też, że czasem możemy mieć problemy. Łatwo można stracić to, co jest najważniejsze w podróżach: po pierwsze życie, po drugie paszport. Na przykład, jeżeli ktoś was atakuje

i zabiera wam pieniądze, aparat – to te rzeczy nie są aż tak ważne. Może nawet uda się je odzyskać. Natomiast ŻYCIA już nie odzyskacie. Podsumowując, nie szarpmy się, gdy ktoś nas atakuje. Czy to gdzieś 

w Afryce, czy gdzieś indziej – przecież zdarza się to też w innych krajach. Rzeczy materialne odzyskamy. Życia już NIE. Najlepsze, co mogę doradzić – życie jest najważniejsze

 

Zostaw odpowiedź